Reflektor
sezon pod bewu rozpoczęty bardzo udanie, ehhhh łza się w oku kręci ile to już lat na przysłowiowym “stricie” szkoda tylko, że załoga zdziesiątkowana jest dżumą zwaną emigracja – cóż takie czasy, bolimusza-terror-club w tym roku uderzyła na grubo, może trochę pogoda nam pomoże bo inaczej cienko widzę nasze kończyny dolne, właśnie z powodu kłopotów związanych ze streamem naszego kochanego radia zachód do Irlandii musiałem zrobić małego haka i teraz Mazi słucha sobie żużla przez skajpa a ja pilnuje coby transmisja szła poprawnie, Falubaz niestety na razie lekko w plecy i “krwawego Walasa” ktoś mnie tu wywalił!
Przełamałem kolejną granicę
Od kiedy zakupiłem licznik do swojego roweru, zacząłem bardzo uważnie przyglądać się maksymalnym prędkością jakie na nim osiągam. Zawody odbywały się raz na jakiś czas a to na prostej, a to z górki, a to pod górkę. Wiadomo, że zawsze najbardziej pociągający jest tak zwany “max spid”. Dzisiaj na górce do Buchałowa od strony Świdnicy przekroczyłem swoją kolejną granicę. Parafrazując: jechanie przez malutką chwilę z prędkością 60km/h – bezcenne!
