Zmarnowałem się na osiedlu

„trudno w wieku dwudziestu kilku lat wyciągać jakieś konkretne wnioski co do swojego życia” pomyślał vincent i zapatrzył się po raz kolejny w telewizor. Jako, że program był niezbyt ciekawy a wręcz beznadziejny, wyłączył go szybko i zaczął „myśleć co by tu wymyślić”, żeby się nie zanudzić. problem był dość poważny, ponieważ była dopiero godzina 10:45 a więc dzień się dopiero zaczynał a planu żadnego nie widać.„qrwa najgorzej jest jak nie ma żadnego planu, wtedy to normalnie powiesić się można” główkował vincent i cały czas rozważał, gdzie tu pójść, kogo tu odwiedzić, co robić: czytać książkę, może jakiś komiks. tv na dzisiaj vincent skreślił definitywnie po prostu go nieźle wkurwiało. błądząc tak wzrokiem po pokoju oczy vincenta zatrzymały się na wieży stereo i za chwilę w pokoju zaczęła rozchodzić się muzyka. „no teraz już lepiej, dużo lepiej” powiedział już głośno sam do siebie vincent po czym wstał udał się do kibla a potem do kuchni skąd wrócił z kartonem mleka i szklanką. muzyka rozchodziła się po całym domu i na pewno raczej dodawała niż odejmowała energii. vincent rozsiadł się wygodnie na swoim łożu, spił jedną a następnie drugą szklankę mleka po czym rozłożył się na łóżku i stwierdził, że trochę jeszcze porozmyśla bo i tak nie ma nic lepszego do roboty. „marek na pewno poszedł do szkoły, tonego, tomka i moniego też pewnie nie ma, cóż spędzę to przedpołudnie sam i już” przekręcił się w stronę ściany i zaczął wpatrywać się w znajdujące się na niej plakaty. muza leciała i było nieźle, no może nie jakoś niepowtarzalnie ale nieźle na pewno. „trudno w wieku dwudziestu kilku lat wyciągać jakieś konkretne wnioski co do swojego życia” – znowu pomyślał vincent i podrapał się w kolano a jako, że ciuchy trochę go krępowały więc ściągnął spodnie i skarpety i przykrył się kocem. myśli napływały do głowy vincenta a on rozpatrywał ich postulaty i rozstrzygał wszystkie spory i niejasności. w pewnym momencie poczuł się jak sędzia i aż lekko się zaśmiał. “z nudów to czasami niezłe głupoty można wymyślić, naprawdę niezłe” i kiedy tak vins rozmyślał nagle jego ciszę przerwał dzwonek telefonu. po piątym sygnale vins podniósł się z wyra i zawinięty w koc udał się do aparatu. dzwoniła marek ze szkoły i umówił się z vincentem na popołudnie. vins odłożył słuchawkę i zawinięty w koc podreptał małymi kroczkami do swojego łoża. „qrwa wyglądam jak przestrzelona gejsza, hłe hłe dobre i to” po czym padł na łóżko i znowu wpatrzony w plakat zaczął kontynuować rozmyślania. szło mu stosunkowo nieźle jednak jak miał kaca szło mu o wiele lepiej wręcz wybornie. ale tutaj nie można było porównywać. kac rządził się swoimi prawami i już. vincent zaczął wspominać ostatnie imprezy a potem trochę starsze i jeszcze starsze, przy niektórych łza się w oku kręciła, niektórych było naprawdę szkoda a niektórych to nawet wspominać nie było warto. „tak to w życiu bywa raz na wozie raz pod wozem, gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść” myślał i nagle jego myśli zbiegły na zupełnie inny tor. mianowicie przypominał sobie vins wszystkie narzekania swoich rodziców i babci na jego styl życia, zachowanie, podejście do pieniędzy, do pracy, do rodziny, qrwa do wszystkiego. co mógł zrobić, że taki był, że takie życie z dnia na dzień mu pasowało i nie przeszkadzało. rodzice nie mogli tego zrozumieć a on nie mógł zrozumieć ich. kiedyś podczas kolejnej wymiany z mamą usłyszał „synu ty się w końcu zmarnujesz i tyle z tego będzie”. trochę to vincenta podłamało bo nie czuł się jeszcze zbytnio przegrany i zmarnowany, no może trochę zmęczony wczorajszą balangą, ale zmarnowany to raczej nie. później po jakimś czasie kiedy siedział na osiedlu z kolesiami tony powiedział „wiecie co? my chyba wszyscy zmarnujemy się na tym osiedlu” po czym pociągnął solidnego łyka ze swojej butelki wina. chodziło vincentowi po głowie to zmarnowanie i chodziło i znowu po raz kolejny wyrwał go głos dzwonka ale tym razem do drzwi. vincent znowu podreptał małymi kroczkami do drzwi po czym je otworzył i ujrzał w nich moniego, marka i veronikę.
– qrwa veronika a ty co tu robisz? – spytał zdziwiony vincent
– jak to co, przyjechałam was odwiedzić – powiedziała veronika i wyjęła zza pleców dwie butelki białego wytrawnego wina.
– no to wjeżdżajcie na pokoje moi mili – powiedział vincent po czym obrócił się na pięcie i zaczął dreptać do pokoju
– ty vincent wyglądasz jak jakaś gejsza – powiedział marek i zaczął się śmiać
– no co trzeba sobie jakoś życie umilać hłe hłe – odpowiedział vins i wszyscy zaczęli się śmiać
– vincent? o której wracają twoi starzy? – spytała veronika
– około 16 a co?
– no to posiedzimy trochę u ciebie a potem pójdziemy do mnie, zrobimy obiad, potem powłóczymy się trochę po osiedlu a wieczorem…
– impra w akademiku – dokończył marek
– no to pięknie – powiedział vincent.
tony zaczął otwierać wina, veronika przeglądała muzyczne zbiory vincenta a marek udał się do kuchni po szklanki. vincent założył spodnie i udał się do łazienki umyć zęby. stał przed lustrem i szorował szczupaki po czym powrócił do pokoju. wino już zalegało w szklankach i kiedy vincent wziął pierwszego łyka pomyślał „qrwa mama miała rację ja się chyba zmarnuję na osiedlu”. a czy wy zrobilibyście inaczej?

xbartx

Pobierz całość w formacie pdf

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s