Odprężanie na ekranie

vincent siedział przy swoim biurku. biurko było stare, doświadczone przez los i różne inne eksperymenta, jakie vincent przez te wszystkie lata zażyłej znajomości na nim przeprowadzał. w sumie to i tak za bardzo nie miało wyjścia, było tylko meblem, więc nawet na wigilię nie gadało a szkoda bo pewnie nieźle by się działo. vincent bardzo lubił swoje biurko i nawet kiedy w domu był generalny remont i wymiana mebli i wszystkiego jak leci, vins nie dał skrzywdzić biurka, miało zostać i już. no i zostało a on teraz przy nim siedział i za bardzo nie wiedział co ma ze sobą zrobić.był wieczór a jako, że dzisiaj vincent postanowił nigdzie nie wychodzić, trochę dziwnie się czuł. nie mógł sobie znaleźć miejsca. po prostu nie wiedział co się o tej porze w domu robi, bo go nigdy o tej porze po prostu w domu nie było. był w szachu, więc przysiadł tak przy swoim biurku i zaczął intensywnie myśleć co by tu zrobić. i tak silnie myślał, że postanowił się odprężyć ale tak po nastojaszczy. za bardzo nie wiedział jak to się robi, więc pierwsze co mu przyszło do głowy to „napisze wiersz”. wyciągnął kartkę, długopis i zadumał się. „na razie w głowie pustka” pomyślał i wstał by otworzyć okno. usiadł z powrotem i już widział o czym będzie wiersz. o pustce. vincent nigdy nie pisał wierszy i nie wiedział ile tego trzeba napisać, żeby się wierszem stało. po głębokim oddechu zaczął coś mazać.

pustka mnie wypełnia
jakby wielka głębia
dzisiaj rzucę pawia
jutro zjem żurawia
jakby było mało
cały dzień padało.

vincent odłożył długopis i przyjrzał się swojemu pierwszemu wierszowi. przeczytał go jeszcze raz, i jeszcze raz, i zaczął się zastanawiać czy mógłby teraz wprowadzić do niego jakieś zmiany. „no właśnie czy można go poprawiać czy nie, czy wiersz jest jakimś tam dziełem, które raz się pisze i koniec. albo jest dobry i się go drukuje i czyta albo się go wywala i już”. niestety tego nie wiedział a nie znał żadnego rasowego poety, a że bardzo go to dręczyło wyszedł z pokoju i zadzwonił do marka, ten na pewno musi wiedzieć – „gad książkowy”.
– taaa
– cze tu vincent, ty mam jedno pytanie: czy jak się napisze wiersz to można go poprawiać czy nie?
– co? o co ty walczysz?
– no wiesz czy nie?
– no nie wiem, ale jak to jest twój wiersz to chyba możesz zrobić z nim co chcesz, no nie?
– fajnie to dzięki i narka
– ty stój! co jutro robimy?
– jutro? nie wiem, ale kolne do ciebie po południu. oki?
– oki narq
vincent odłożył słuchawkę i wrócił do pokoju. usiadł przy biurku i znowu spojrzał i przeczytał wiersz. „qrwa w sumie to o czym on jest?”. niestety nic mu nie odpowiedziało, no nic. więc obrócił się w stronę okna, zaczął gryźć zębami koniec długopisu i gapić się przez okno. w końcu doszedł do wniosku, że wiersz jest zwyczajnie do dupy bo: o niczym nie mówi, nawet nie jest trochę śmieszny itd. ćpnął go na półkę i pomyślał „pierwsze śliwki robaczywki” i zabrał się za pisanie nowego. znowu kartka i tym razem ołówek zamiast długopisu

kiedy już cię zaspokoję
i wystrzelę swe naboje
z lufy długiej i piekącej
jak pustynne skwarne słońce
abyś w końcu zrozumiała
że jest ze mnie niezła pała

vincent zakończył i od razu się uśmiechnął. „qrwa ten jest dobry, to widać od razu, ma duszę i styl, i w ogóle, qrwa jak tak dalej mi będzie szło to zostanę poetą” – pomyślał rezolutnie, po czym wstał i udał się do kuchni po coś do picia. niestety po powrocie już niczego „wiekopomnego” nie stworzył, znaczy się, w ogóle nic nie stworzył. trochę go to podłamało, pomyślał, że może starczyło mu tylko ikry na jeden wiersz, ale w końcu doszedł do wniosku, że wiersze to nie taśmówa, każdy musi mieć swój styl, duszę i takie tam. „jeden jak na jeden wieczór to i tak nieźle” pomyślał a także doszedł do wniosku, że czuję się jakby trochę odprężony i że te wiersze to nawet takie w miarę rozprężające, chociaż z drugiej strony jak sobie przypomniał te wszystkie wiersze ze szkoły średniej te jakieś tam farmazony jakie w nich były i jak sobie przypomniał jak parę razy uczestniczył na spotkaniach poetów i odczytach to nieźle zaczął się śmiać. „qrwa ci poeci to trochę jacyś pojebani są, no może nie wszyscy ale większość” – pomyślał i rzeczywiście tutaj miał chyba rację, bo żeby być poetą to niestety trzeba się z tym „czymś” urodzić, trzeba to „coś” w sobie mieć. nie wystarczy tylko dziwnie się ubrać i pierdolić podczas rozmowy z jakimiś ludźmi „trzy po trzy”, ewentualnie dziwnie się zachowywać. niestety większość tak robi bo naoglądał się debil jeden z drugim jakiś filmów i myśli, że znalazł złoty środek i że w ogóle jest już artysta. cóż vincent napisał jeden wiersz, ale czy był już poetą? czy chciał nim zostać? nie wiedział. na pewno chciał się odprężyć a raczej zabić nudę, no i chyba zabił, ale żeby od razu podniecać się tym na maxa to chyba raczej nie. no i dobrze. odłożył swoje dzieło na półkę z myślą, że jutro pokaże markowi. włączył telewizor i zaczął skakać po kanałach. na jednym z nich była reklama rewelacyjnego urządzenia do odprężania się. malutkie kwadratowe pudełko z plastiku, które wsadza się pod dupę jak się siedzi w pracy na przerwie śniadaniowej albo jak się jedzie autobusem do tejże pracy. widać było, że reklama skierowana jest w stronę klasy robotniczej, zresztą ci co mają pieniądze to się pewnie nie stresują więc nie muszą się odprężać mały kwadratowym pudełkiem wsadzanym pod dupę podczas przerwy śniadaniowej. no i ta reklama mówiła, że jak tylko pięć minut posiedzisz na tym pudełku to tak jakbyś przeszedł półtorej godziny relaksującego masażu u najlepszego specjalisty. nieźle jak na takie małe pudełko, jakby jeszcze miało teleskopowo wysuwany wibrator to by chyba furorę zrobiło, że hej. kosztowało jedyne 99,99. „qrwa jakbym miał kasę to bym sobie kupił i nie musiałbym zostawać poetą i pisać wierszy”. vincent wyciągnął rękę z pilotem w stronę tv i przełączył na swój jedyny i ulubiony kanał czyli kanał na którym non stop lecą pokazy mody a w głównych rolach obsadzane są najpiękniejsze kobiety świata. po prostu klasyka.
następnego dnia jakoś tak się stało, że wynikła impreza u marka na chacie. vins przyszedł ze swoim wierszem, ale zapomniał pokazać go markowi. przypomniał sobie o nim dopiero w połowie imprezy a jako, że był już lekko zgrzany postanowił zrobić publiczny odczyt. „mój pierwszy publiczny odczyt, a jeszcze wczoraj bym nawet nie przypuszczał”. wszyscy ucichli a vincent odczytał swoje dzieło. po skończeniu wszyscy trochę się pośmiali, trochę pożartowali a marek głośno powiedział:
– ty ale chyba nie zaczniesz się dziwnie ubierać i pierdolić „trzy po trzy” jak cię spotkam gdzieś na mieście?
– pojebany jesteś to tylko tak z nudów i dla odprężenia a właśnie a propo odprężenia to wczoraj … – i vins opowiedział markowi o magicznym kwadratowym pudełku, które wsadza się pod dupę jak się siedzi. marek nie chciał uwierzyć, więc razem udali się do pokoju aby włączyć tv i aby marek sam się przekonał. wzięli swoje butelki wina i poszli. zabawa zaczynał rozkręcać się na dobre. czasami warto się odprężyć.

xbartx

Pobierz całość w formacie pdf

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s