Cofnąłem się w czasie

Rzecz miała miejsce w Krakowie tydzień temu gdzie rezydowałem na jakże przyjemnym dla ucha i oka szkoleniu z QoS by Cisco. Może o szkoleniu nie będę się rozwodził bo by się okazało, że przynudzam albo gadam o jakiś dziwnych rzeczach, więc opowiem historię jaka przydażyła mi się na basenie „TS Wisła”. Sam w pokoju a reszta grupy zakwaterowana w innym hotelu, no i w ogóle reszta grupy raczej taka jakaś, więc musiałem sam sobie zostać „kaowcem”. Zapytałem google co mi powie w temacie basenów w Krakowie. No wyskoczyła całkiem spora ilość i namierzyłem jeden, który przynajmniej według mapy jest blisko mnie. Zapytałem na recepcji i rzeczywiście daleko nie jest. Spakowałem się i nacieram. Po odnalezieniu obiektu wchodzę i kieruję się w stronę szatni męskiej. Namierzam i jest Pani w okienku więc podchodzę i zaczynam rozmowę takim oto otwarciem:
– Dobry wieczór. Proszę jeden bilet
Pani mi na to:
– Proszę iść do szatni damskiej piętro niżej tam siedzi ratownik i Panu sprzeda.
Pierwszy jitter się pojawił w moim mózgu ale jak się później okazało to był dopiero początek. Schodzę piętro niżej i rzeczywiście w damskiej szatni siedzi ratownik – fakt, że nie była to stricte szatnia tylko taki jakby przedsionek do zdjęcia kurtki i butów. Zakupiłem bilet i wracam do mojej Pani na górę. Podaję jej bilet i słyszę:
– Chce Pan kupić kłódkę?
Tutaj już jitter był zdecydowanie dłuższy a wręcz zostałem kompletnie powalony „Jaką kłódkę?” sobie myślę, może Pani sobie dorabia czy co – duża wiązka myśli się przez mózg przelała i została rozstawiona do poszczególnych kolejek. Rozglądnąłem się szybko i zobaczyłem kartkę za szybą w iście kąpielowy zestawieniu:
Czepek – 1zł
Okulary – 1 zł
Kłódka – 1 zł

I dopiero wtedy załapałem, spoglądając w stronę szatni, że kłódka służy do zamknięcia swoich rzeczy w szafce hłe hłe. Zakupiłem produkt a raczej wynająłem sobie kłódkę. Rozebrałem się do przysłowiowego rosołu, no prawie, po czym udałem się w stronę natrysków. Wyglądało to mniej więcej tak, że natryski sąsiadowały z toaletą ale nie były, jak to zwykle jest przyjęte za dobry zwyczaj, oddzielone drzwiami. Woń, hmmm specyficzna woń, czystej a raczej krystalicznie czystej uryny biła aż po oczach. Kurwa, że się tak dosadnie wyrażę, kiedyś ten mocz mniej śmierdział może to wina tego całego plastikowego jedzenia jakie spożywamy? Koka-kola do obiadu a do szkoły hamburger z fast-fuda i batonik słodki, że „ja-pierdole”. No było nie było dawało niemożebnie a jako, że nie miałem klapek (przed wyjazdem stanąłem przed wyborem klapki albo laptop czyli tak jakbym nie miał wyboru) mój dyskomfort zaczął dramatycznie rosnąć. Dodatkowo nie wpuszczali na basen, więc trzeba było czekać w tym przedsionku zmysłowych rozkoszy dobre 5 minut czyli w tym wydaniu mnie więcej gdzieś połowę wieczności. W końcu się dostałem na basen ale ścieżka jaką musiałem przebyć mocno obniżyła moje pływackie morale. Sam basen cóż wygląda jak nasza „wyspa” a kafelki pamiętają jeszcze czasy Gierka a być może nawet Gomółki. Na deser to już pozostało tylko tyle powiedzieć, że w najpłytszym miejscu wody nie było nawet po przysłowiowy „chuj”. No nie wytrzymałem do końca i po 35 minutach moja przygoda się zakończyła. Oddałem wypożyczoną kłódkę ubrałem odzienie wierzchnie i pomaszerowałem w stronę hotelu. Gdzieś tak na około 50 minut cofnęło mnie w czasie o te 20 lat i … tak lata 80/90 to były piękne czasy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s