Pół litra i pół litra to dwa litry

zino siedział w swoim pokoju i myślał. jako, że w tym tygodniu w ogóle nie było szefa więc mógł sobie myśleć do woli i nie robić zupełnie nic. fakt, że kiedy szef był trzeba było się silić na odgrywanie roli porządnego i oddanego pracownika w zakładzie państwowym, ale teraz. i tak każdy dobrze wiedział jaka jest sytuacja. zakład dawno już popadł w długi, z których nic go już nie mogło wyciągnąć. długi rosły i rosło podupadanie. lata świetności zakładu przeminęły jak zeszłoroczny śnieg i nie zanosiło się aby zakład dotrwał do kolejnej zimy. cóż. coś się rodzi i coś umiera. jednak zino nie miał zamiaru zaplątać sobie głowy myślami o zakładzie, którego los tak naprawdę w ogóle go nie interesował. kiedy jeszcze mógł, tzn. kiedy jeszcze coś w nim było i coś się produkowało, zrobił parę przekrętów, na których nie źle nawet wyszedł. teraz pieniądze spokojnie leżakowały na koncie a zino swoją wypłatę przepuszczał głównie w różnego rodzaju szulerniach i spelunach. mimo, że zawsze był już ostro wstawiony kiedy oddawał się szponą hazardu to jakoś dziwnie przeważnie wychodził na swoje. miał coś w rodzaju szczęścia lub jakiegoś takiego fartu, który zawsze mu pomógł. jako, że często wygrywał zawsze był ktoś koło niego. a to jakiś „dobry przyjaciel”, któremu trzeba postawić parę drinków, albo jakaś kobieta albo i dwie. zawsze ktoś był. do tak poznawanych kobiet zino nie przywiązywał zbytnio wagi, ot takie jednodniowe znajomości. jedyna kobieta na której mu zależało odeszła od niego już dawno i już dawno zdążył o tym zapomnieć, znaczy o odejściu bo o niej jakoś nie mógł. jednak miał świadomość, że już do niego nie wróci. miał 47 lat i nie łudził się już tak jak kiedyś. jego życie płynęło teraz statecznie i spokojnie. jedno tylko nie dawało mu spokoju od dzieciństwa. poranne wstawanie. było to coś co go po prostu wykańczało. fakt, że jeżeli rano wstał to cały dzień się lepiej czuł i w ogóle. jednak psychiczne aspekty tych pobudek sztucznie wymuszanych dzwonkiem budzika były straszne a jeżeli wmieszała się w to jeszcze noc z hazardem i alkoholem rano było naprawdę ciężko. zino całe życie usiłował znaleźć pracę o niestandardowym czasie. może gdyby nie szukał to by coś znalazł a tak – gówno. w sumie to nawet źle nie wylądował. państwowy zakład to też niezła fucha. no i siedział teraz w państwowym zakładzie i gapił się w drzwi. „może wpadnie zaraz policja i aresztuje mnie za ten szmugiel tych ton cementu jaki wykonałem z chłopakami chyba z 15 lat temu. wpadli by z giwerami, rzucili mnie na biurko twarzą w śniadanie krzycząc: gleba!, skuli ręce kajdankami i powiedzieli, że mam się nie ruszać” pomyślał zino, spojrzał na kalendarz i dopiero teraz sobie uświadomił, że w tym tygodniu mija rocznica tego cementu. z czwórki, która brała udział w skoku w zakładzie został tylko on i vasco. reszta to znaczy greg i manolo założyli własny biznes. ale cała czwórka utrzymywała kontakt i przynajmniej raz w roku spotykała się aby oblać ten boski proszek, który podniósł ich status społeczny. w czwartek mijała kolejna rocznica. resztę dnia zino spędził na hali, ponieważ znowu się coś rozjebało po raz kolejny. w czwartek z rana zino w domu rozrobił litr spirytusu w proporcji 1:1 postawił na balkonie i wyszedł. w pracy umówił się z vasco na godzinę 19:00 u siebie i zadzwonił także do grega i manolo. po przyjściu z pracy zino umieścił rozrobiony spirytus w lodówce i położył się spać. obudził się około 18:40 i ledwie wyszedł z łazienki a już do drzwi ktoś zapukał. jak się później okazało był to manolo. około 19:15 cała czwórka była w komplecie więc wszyscy zasiedli w dużym obszernym pokoju przy stoliku pokrytym zielonym suknem. zino przed każdym postawił kieliszek na środku stołu litrową flaszkę rozrobionego spirytusu i talerz z pokrojoną cytryną.
– jak ktoś chce coś jeść to idzie do kuchni i sam sobie robi. ja nie jestem służąca a poza tym nikt mi tu na nowym stoliku syfić nie będzie – przemówił do zebranych zino a wszyscy kiwnęli głową na „tak” co znaczyło, że zrozumieli oczywiście. po paru pierwszych kolejkach zino zaproponował karty tak dla relaksu. kiedy dochodził koniec butelki dochodził także koniec całej czwórki. w karty najwięcej przegrał vasco bo aż cztery butelki wódki i 14 butelek piwa. po skończeniu drugiej butelki zino stwierdził że uda się do sklepu po parę butelek zimnego piwa co może trochę postawi ich na nogi. jednak kiedy wrócił cała trójka spała już w najlepsze. zino spił jedno piwo i nawet nie pamiętał kiedy zasnął. pół litra i pół litra to dwa litry.

xbartx

Pobierz całość w formacie pdf

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s