Poczta Polska to wojna czyli opowieści z frontu

Jak wiadomo okres świąt to jest jedno wielkie szaleństwo kupowania, które ogarnia mniej więcej cały świat. Cóż aktualnie dużo rzeczy kupuję się przez sieć, więc chcąc nie chcąc mamy większy kontakt z tak zwanymi donosicielami. Ja ogólnie dosyć dużo kupuję przez sieć i już zostałem dokładnie przeszkolony przez różne firmy, więc wydawało mi się, że nic mnie już ciekawego spotkać nie może – ot optymista. Wczoraj zawitał do mojego mieszkania listonosz i wręczył Ewce awizo na paczkę – tak! od razu wręczył jej awizo na paczkę, bo jej ze sobą nie wziął. Nie wiem była ciężka, nieporęczna lub miała zły kolor albo zapach, no cholera wie. Powiedział, że leży sobie na poczcie i można odebrać. Ja szczwany lis chodzę już z awizem najwcześniej na 3 dzień no czasami na drugi, no ale skoro teraz już poczta nie dostarcza przesyłek tylko informuje, że można sobie pójść, bo już jest no to ja głupi i omamiony tym tekstem udałem się z wieczora do swojego urzędu pocztowego. Historia jak zwykle w takich przypadkach standardowa – Pani szuka paczki wszędzie, nawet po mysich dziurach, kolejka się za mną robi a ja po 7 minutach słyszę jakże klasyczne „Nie ma u nas tej paczki!”. Jednak tym razem nastąpiła mała dygresja, bo Pani wezwała niejaką Panią Naczelnik (na marginesie dodam, że zestaw turbo). Ja najbardziej z możliwych miłym głosem o tonacji powiewu wiatru znad łąki pełnej rosy mówię: „Czy nie uważa Pani, że to jest już lekka przesada? Przychodzi do mnie listonosz i wręcza awizo, mówiąc że paczka jest na poczcie. Ja tutaj grzecznie przychodzę i się dowiaduję, że jej nie ma” Już chciałem dodać, że może powinienem na kolanach do urzędu to wtedy będzie, ale ugryzłem się w język żeby nie podnosić zbędnie ciśnienia. Na to Pani N powiedziała „Dzwonię do listonosza” i po chwili „O fax się włączył”. No dobra nastąpiła chwila konsternacji, którą przerwała Pani N „To proszę podać telefon i jak do Pana jutro zadzwonię”. No to ja się chwilę zastanowiłem i mówię tak „To proszę zadzwonić do pracy będę na pewno od 8 do 16 pod ten numer…” ale już nie zdążyłem dokończyć, bo Pani N wystrzeliła lekko podirytowana „Ale proszę Pana ja jutro przychodzę na 12 do pracy to do 16 mogę nie zdążyć! Co Pan” i mimo, że się starałem i tak doprowadziłem Panią N prawie do furii ;) Cóż ja w miarę wytrzymały jestem, ale stwierdziłem – basta i obróciłem się na pięć kierując swoje kroki w stronę wyjścia. Ludzie w kolejce z lekkim przerażeniem patrzyli na mnie i na swoje awiza, coś tam jeszcze Pani N i koleżanki za mną wołały, ale ja już miałem tego dnia dosyć. Cóż podsumowując to jest takie jedno przysłowie „Śmieszność hańbi bardziej niż hańba” no ale jak widać nie wszyscy mają tego pełną świadomość.
Czy to koniec moich przygód z pocztą polską? O nie, nie tak szybko! Mają dla mnie jeszcze w repertuarze jeden spektakl – prawdopodobnie dramat lub tragikomedia. Dzisiaj zadzwoniłem na partyline (infolinia znaczy) poczty polskiej w sprawie paczki priorytetowej (proszę zbytnio nie przeceniać znaczenia pewnych słów), którą wysłano do mnie 10 grudnia 2007 r. Dzisiaj jak widać mamy 20-tego grudnia a paczki ani widu ani słychu. Po kontakcie z nadawcą otrzymałem numer i dzwonię. Z tego co mi powiedział Pani na partyline, to w systemie jest tylko jeden anons, że paczkę zarejestrowano (cokolwiek to oznacza) dnia 11 grudnia i tutaj ślad się urywa. Pani poradziła mi abym zadzwonił do swojego miasta na dyspozytornie i nawet podał mi numer. Dzwonię a tu linia wolna i zaraz ktoś odbiera słuchawkę, no nieźle myślę, mówię jaka jest sprawa podaję numer paczki a, tym razem Pan, mówi „Nie doszło nic takiego do nas”. I tak już mi na pocieszenie powiedział, jako bonu żeby się nie martwił, że są takie miejsca w Polsce, które są „zakorkowane”, tak to ujął. Cóż pomyśleć by można, że siedzę teraz zeźlony i walę wściekle w klawiaturę wylewając żale, ale nie, nie – jestem absolutnie spokojny i zaraz idę kawę walnąć. To nic, że w tej paczce jest kurtka za kilkaset zł, ja wiem że nic się nie da zrobić a wszelkie sprzeciwy i protesty mogą zostać skwitowane „Co Pan!” lub jak to szło w Misiu kiedy szatniarz pokazując na tabliczkę ‚Za rzeczy zostawione w szatni szatniarz nie odpowiada’ mówi „Nie mamy Pan kurtki i co Pan nam zrobi”. Napisałem to tylko dla tych, którym kiedyś przemknie przez głowę taka myśl, żeby walczyć na poczcie – uważajcie! Ta wojna jest bezwzględna, żołnierze dobrze wyszkoleni a pułapek jest bez liku :)

Jak zwykle w takich wypadkach, trzeba powołać się na jakieś dobre przysłowię, więc … „lepiej się śmiać niż płakać” czego sobie i wszystkim szczerze życzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s