Noż ceramiczny czyli szczypta orientu w naszych domach

Japonia – kraj legenda, miejsce które na pewno każdy z nas chciałby odwiedzić, by poczuć się jak kufajka rolnika spod Zgierza na pokazie mody w Mediolanie. Dziwny kraj o całkiem innej kulturze i nawykach całkowicie innych niż nasze, gdzie ludzie piją „wódkę” sake, która ma kilkanaście procent i są tak samo pijani jak my albo jeszcze gorzej nie dopijając nawet do pół lytra – jak oni to robią nie mam pojęcia?! Kraj, w którym premiery są kilka tygodni prędzej niż oficjalne premiery (głównie chodzi o elektronikę) gdzie bardzo dobrze sprzedaje się coś, na co w Europie albo USA nawet nikt nie spoglądnie. Kraj samurajów, karate i filmów z latającymi wojownikami. Dobra przy tych samurajach się zatrzymam. Japończycy słyną z robienia mieczy, noży i różnego rodzaju broni białej (o ile dobrze pamiętam i trafnie używam tego określenia). Przez swoją perfekcyjność dochodzą do granic tak odległych, że dla nas europejczyków nie raz i nie dwa przychodzi się popukać w czoło – po co to? Jednak ja mam pełen szacunek i respekt (jak to się teraz fachowo prawi) do ich wyrobów, bo z taką kataną i rudym 102 to spokojnie każdą wojnę wygrywamy. Jak widać można również z taką szabelką fajosko pofikać. Nie jest to wprawdzie styl Wołodyjowskiego, ale ekspresja wykonania i polot twórczy na pewno na podobnym wysokim poziomie. Po tym „krótkim” wstępie przejdę do meritum. Będąc na wakacjach u Franka w „Londku Zdrój” zapoznałem się bliżej z czymś takim jak nóż ceramiczny. Trochę ochów i achów można sobie przeczytać tutaj. Ja chciałbym dodać coś od siebie z tak zwanej szarej rzeczywistości. Bez owijania w bawełnę – nóż jest zajebiaszczy! Cholernie ostry i palca można uciąć nawet o tym nie wiedząc, szczególnie przy krojeniu cebuli mi to dobrze wychodzi. Dzięki niemu przestałem kupować w pakerni chleb krojony, przez co teraz dłużej jest on teraz świeższy i smakuje jakby lepiej ;) Nóż się w ogóle nie brudzi, więc mycie go to prawdziwa frajda, bo wystarcza trochę zimnej wody. Chyba najbardziej można go zapaćkać jak się pokroi nim jakieś ciasto z dużą ilością masy i zostawi żeby przyschło. Nóż Kyocera, który posiadam i który przybył do mnie prosto z Tokyo jest fantastycznie wyważony i powiem szczerze nie spotkałem na razie nic lepszego (wiem, wiem mało widziałem, ale piszę jak jest). Nóż wygląda zabójczo a zarazem niepozornie i ciężko uwierzyć, że mamy do czynienia z takim kilerem. Krojenie warzyw i owoców to prawdziwa frajda a jabłko nim obrane nie czernieje tak samo jak ziemniaki. Mimo, że u mojego „dilera” wychodzi za nóż Santoku 16cm niecałe 170 PLN to uważam, że są to jak najbardziej racjonalnie i ekstrawagancko wydane pieniądze. No to na koniec jeszcze mała sesja plenarna pod tytułem – Trochę Japonii w „drugiej Japonii”

ky1.jpg ky3.jpg ky5.jpg ky7.jpg

PS Jak jakieś pytania to chętnie odpowiem, oczywiście jeżeli potrafię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s