Category: ta.write

Dobrze powiedziane

„Im bardziej zaawansowane technicznie (doskonalsze!) medium, tym bardziej prymitywne, błahe i bezużyteczne wiadomości są przy jego pomocy przekazywane”

Stanisław Lem

sąsiad killer

sąsiad ostro pogrywa w C4

raz jest lepiej, raz jest gorzej

na dopingu zdecydowanie lepiej

mam plan, aby na urodziny kupić mu C3

aby mógł się w końcu porządnie rozerwać

19.07.2008 Rebahas

skok i jest ok

a squotersi-anarchiści otwierają ciągle nowe squoty

tylko muszą uważać jak wchodzą do nich przez okno

żeby im 80 gigowy ipod z kieszeni nie wypadł

17.07.2008 rebahas

Czyżbym oto wstąpił na bezkresną drogę…? No nie wiem, zobaczymy.

Pół litra i pół litra to dwa litry

zino siedział w swoim pokoju i myślał. jako, że w tym tygodniu w ogóle nie było szefa więc mógł sobie myśleć do woli i nie robić zupełnie nic. fakt, że kiedy szef był trzeba było się silić na odgrywanie roli porządnego i oddanego pracownika w zakładzie państwowym, ale teraz. i tak każdy dobrze wiedział jaka jest sytuacja. zakład dawno już popadł w długi, z których nic go już nie mogło wyciągnąć. długi rosły i rosło podupadanie. lata świetności zakładu przeminęły jak zeszłoroczny śnieg i nie zanosiło się aby zakład dotrwał do kolejnej zimy. cóż. coś się rodzi i coś umiera. jednak zino nie miał zamiaru zaplątać sobie głowy myślami o zakładzie, którego los tak naprawdę w ogóle go nie interesował. kiedy jeszcze mógł, tzn. kiedy jeszcze coś w nim było i coś się produkowało, zrobił parę przekrętów, na których nie źle nawet wyszedł. teraz pieniądze spokojnie leżakowały na koncie a zino swoją wypłatę przepuszczał głównie w różnego rodzaju szulerniach i spelunach. mimo, że zawsze był już ostro wstawiony kiedy oddawał się szponą hazardu to jakoś dziwnie przeważnie wychodził na swoje. miał coś w rodzaju szczęścia lub jakiegoś takiego fartu, który zawsze mu pomógł. jako, że często wygrywał zawsze był ktoś koło niego. a to jakiś „dobry przyjaciel”, któremu trzeba postawić parę drinków, albo jakaś kobieta albo i dwie. zawsze ktoś był. do tak poznawanych kobiet zino nie przywiązywał zbytnio wagi, ot takie jednodniowe znajomości. jedyna kobieta na której mu zależało odeszła od niego już dawno i już dawno zdążył o tym zapomnieć, znaczy o odejściu bo o niej jakoś nie mógł. jednak miał świadomość, że już do niego nie wróci. miał 47 lat i nie łudził się już tak jak kiedyś. jego życie płynęło teraz statecznie i spokojnie. jedno tylko nie dawało mu spokoju od dzieciństwa. poranne wstawanie. było to coś co go po prostu wykańczało. fakt, że jeżeli rano wstał to cały dzień się lepiej czuł i w ogóle. jednak psychiczne aspekty tych pobudek sztucznie wymuszanych dzwonkiem budzika były straszne a jeżeli wmieszała się w to jeszcze noc z hazardem i alkoholem rano było naprawdę ciężko. zino całe życie usiłował znaleźć pracę o niestandardowym czasie. może gdyby nie szukał to by coś znalazł a tak – gówno. w sumie to nawet źle nie wylądował. państwowy zakład to też niezła fucha. no i siedział teraz w państwowym zakładzie i gapił się w drzwi. „może wpadnie zaraz policja i aresztuje mnie za ten szmugiel tych ton cementu jaki wykonałem z chłopakami chyba z 15 lat temu. wpadli by z giwerami, rzucili mnie na biurko twarzą w śniadanie krzycząc: gleba!, skuli ręce kajdankami i powiedzieli, że mam się nie ruszać” pomyślał zino, spojrzał na kalendarz i dopiero teraz sobie uświadomił, że w tym tygodniu mija rocznica tego cementu. z czwórki, która brała udział w skoku w zakładzie został tylko on i vasco. reszta to znaczy greg i manolo założyli własny biznes. ale cała czwórka utrzymywała kontakt i przynajmniej raz w roku spotykała się aby oblać ten boski proszek, który podniósł ich status społeczny. w czwartek mijała kolejna rocznica. resztę dnia zino spędził na hali, ponieważ znowu się coś rozjebało po raz kolejny. w czwartek z rana zino w domu rozrobił litr spirytusu w proporcji 1:1 postawił na balkonie i wyszedł. w pracy umówił się z vasco na godzinę 19:00 u siebie i zadzwonił także do grega i manolo. po przyjściu z pracy zino umieścił rozrobiony spirytus w lodówce i położył się spać. obudził się około 18:40 i ledwie wyszedł z łazienki a już do drzwi ktoś zapukał. jak się później okazało był to manolo. około 19:15 cała czwórka była w komplecie więc wszyscy zasiedli w dużym obszernym pokoju przy stoliku pokrytym zielonym suknem. zino przed każdym postawił kieliszek na środku stołu litrową flaszkę rozrobionego spirytusu i talerz z pokrojoną cytryną.
– jak ktoś chce coś jeść to idzie do kuchni i sam sobie robi. ja nie jestem służąca a poza tym nikt mi tu na nowym stoliku syfić nie będzie – przemówił do zebranych zino a wszyscy kiwnęli głową na „tak” co znaczyło, że zrozumieli oczywiście. po paru pierwszych kolejkach zino zaproponował karty tak dla relaksu. kiedy dochodził koniec butelki dochodził także koniec całej czwórki. w karty najwięcej przegrał vasco bo aż cztery butelki wódki i 14 butelek piwa. po skończeniu drugiej butelki zino stwierdził że uda się do sklepu po parę butelek zimnego piwa co może trochę postawi ich na nogi. jednak kiedy wrócił cała trójka spała już w najlepsze. zino spił jedno piwo i nawet nie pamiętał kiedy zasnął. pół litra i pół litra to dwa litry.

xbartx

Pobierz całość w formacie pdf

Odprężanie na ekranie

vincent siedział przy swoim biurku. biurko było stare, doświadczone przez los i różne inne eksperymenta, jakie vincent przez te wszystkie lata zażyłej znajomości na nim przeprowadzał. w sumie to i tak za bardzo nie miało wyjścia, było tylko meblem, więc nawet na wigilię nie gadało a szkoda bo pewnie nieźle by się działo. vincent bardzo lubił swoje biurko i nawet kiedy w domu był generalny remont i wymiana mebli i wszystkiego jak leci, vins nie dał skrzywdzić biurka, miało zostać i już. no i zostało a on teraz przy nim siedział i za bardzo nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Czytaj dalej

Oszukać „Panią śmierć”

tim wstał wcześnie rano ale bynajmniej nie z tego powodu, że tak chciał. zmusiło go do tego straszne parcie moczu na pęcherz. nie mogąc tego dłużej znieść, a chciał jeszcze trochę pospać po wczorajszej imprezie, wygramolił się z łóżka i poszedł do kibla. stanął nad muszlą a mocz zaczął z niego powoli i równomiernie się wylewać – uczucie bomba. tim nie myślał o niczym był chyba jeszcze zbyt pijany. stał nad muszlą a mocz beztrosko z niego uchodził jak powietrze z dziurawego dmuchanego materaca. nagle tim poczuł zapach szynki w puszce. rozglądnął się po łazience badawczo ale nigdzie nic nie zobaczył, więc przez otwarte drzwi zajrzał do kuchni ale tam też nic nie było. „dziwne” pomyślał „skąd tu zapach szynki przecież ja już chyba parę lat nie jadłem, nie kupowałem … dziwne skąd” i kiedy tak rozmyślał kończąc swoją powinność zauważył że to jego mocz pachnie szynką z puszki – jego mocz! „o qrwa nieźle się dzieje”. jeszcze raz nachylił się nad muszlą i powąchał po czym podciągnął majtki spuścił wodę i wyszedł z łazienki. szynka w puszce jak byk. tim rozglądnął się po kuchni w celu odnalezienia czegoś do picia. niestety znalazł tylko czajnik z przegotowaną wodą. „dobre i to” powiedział cicho pod nosem i przechylił czajnik a jago wzrok utknął na suficie. kiedy wzrok z powrotem powrócił na pokój zobaczył w drzwiach łazienki kobietę. piękną, szczupłą i ubraną na czarno kobietę. tim pomyślał, że zwariował albo, że się jeszcze nie obudził a to mu się śni.
Czytaj dalej

Zmarnowałem się na osiedlu

„trudno w wieku dwudziestu kilku lat wyciągać jakieś konkretne wnioski co do swojego życia” pomyślał vincent i zapatrzył się po raz kolejny w telewizor. Jako, że program był niezbyt ciekawy a wręcz beznadziejny, wyłączył go szybko i zaczął „myśleć co by tu wymyślić”, żeby się nie zanudzić. problem był dość poważny, ponieważ była dopiero godzina 10:45 a więc dzień się dopiero zaczynał a planu żadnego nie widać. Czytaj dalej